Czy podglądanie innych i obarczanie siebie ich problemami jest już stałym elementem naszej cywilizacji? Wydaje się, że tak, bowiem takie programy jak „Big Brother”, spopularyzowały gałąź telewizyjnej rozrywki, zwaną reality show. Oto mamy kilkunastu ochotników, którzy na okres pół roku zamykają się w nieznanym domu, z nieznanymi ludźmi i mają za zadanie zaskarbić sobie sympatię widzów, dążąc do wygrania i zgarnięcia wysokiej nagrody. Oczywiście to nie jedyny typ reality show – bywają programy, w których wysyła się grupę ludzi na bezludną wyspę (Wyprawa Robinson), czy nakazuje walczyć o względy sex bomby, szukającej miłości (Zakochaj się w Tili Tequili). Programy takie choć gromadzą sporą widownię, nie są rozrywką wysokich lotów i traktowane są raczej jako rozrywka niszowa. Szczególnie krytykuje się je za wkraczanie w czyjeś tereny prywatne, co często przekracza dobrego smaku (np. kamery pod prysznicem czy w toalecie). Inna sprawa, że nikt nikogo do wzięcia udziału w takowym programie nie zmusza i ludzie zazwyczaj wiedzą w co się pakują – kieruje nim jedynie chęć zyskania sławy, a także zdobycia sporych pieniędzy. I co tu dużo mówić – to się ludziom podoba, więc reality show wciąż są nagrywane, a zmieniają się tylko ich zasady i typ rozgrywki.